Jeszcze nie kwitną, ale pierwsze kolorowe pąki już są. 280 odmian róż, 30000 krzewów. Nic więc dziwnego, że chorzowske rosarium to jeden z 35 najpiękniejszych różanych ogrodów świata. Obsadzone krzewami róż kwietniki mają swój niezmienny kształt plastra miodu, a poszczególne jego „komórki” zajmują odmiany róż, głównie z grupy wielokwiatowych.
Rosarium ddgrodzone od pozostałej części chorzowskiego parku to doskonałe miejsce na chwilę relaksu i wiosenny piknik. Są tu bowiem i rozległe łąki, i starannie dobrane gatunki drzew, dające przyjemne zacienienie. Idealne miejsce odpoczynku po długiej rowerowej wycieczce :).

A ponieważ podobno dobre i proste jedzenie w plenerze smakuje najlepiej, przypominam kilka piknikowych przepisów, już niekoniecznie śląskich.

Ciabatta z paluszkami rybnymi

Ciabatta z mango

Truskawkowe bułeczki

Truskawkowy kompot

I oczywiście zapraszam do rosarium!

Komentarze: 0
poniedziałek 31 maj 2010
 

Diś szybki wpis, więc i danie ekspresowe. Nadal pozostaję w klimacie śląskich smaków. Oberiba – zupa z młodej kalarepy, prosta i bardzo, bardzo smaczna. I taka wiosenna. Gorąco polecam.

Oberiba


Oberiba

Porcje: 4

Czas przygotowania: 30 minut

Składniki:

3 młode kalarepki (u mnie bez liści)

2 małe cebule

1,5 l bulionu warzywnego

pęczek koperku

4-5 ziemniaków

4 łyżki śmietany

2 łyżki masła

sól, pieprz


Cebulę i kalarepkę obrać, cebulę pokroić w kostkę, kalarepkę w słupki. Podsmażyć (około 10 minut) na 2 łyżkach masła w garnku, w którym będziemy gotować zupę. Stopniowo dolewać bulion – za każdym raze czekać, aż płyn wyparuje. Kiedy kalarepka będzie prawie miękka, dodać obrane i pokrojone w ćwiartki ziemniaki. Gotować jeszcze kilka minut – do momentu, aż ziemniaki będą miękkie. Doprawić do smaku solą i pieprzem, zabielić śmietaną. Przed podaniem obficie posypać koperkiem.

Oberiba


printDrukuj przepis

Komentarze: 5
czwartek 27 maj 2010
 

Dziś mnie tu nie ma. Dziś głos oddaję Mico :), a ja lecę poprzestawiać kilka garnków w kuchni OliveandFlour…

Ha! Nie będzie dzisiaj Klapsiary – zamiast tego będę ja, czyli mico. Mysza poszła urzędować do mnie na oliveandflour, więc ja się rozgoszczę na chwilę u niej. Nawet całkiem tu miło, nie powiem…A, no tak, ale przecież ja tu nie po to, żeby się rozsiadać wygodnie, tylko po to, żeby wam opowiedzieć o dwóch daniach kuchni cieszyńskiej. Więc zaczynamy.

Piwna polewka. Czyli zupa z piwa z twarogiem. Żeby ją przyrządzić potrzebujemy:

0,5 l. piwa

Ok. 120 ml. śmietany 12%

1,5 łyżki mąki pszennej

10 dag twarogu

Cukier

Sól, pieprz

Ew. szczypta cynamonu

Piwna polewka by Mico

Zupa piwna w mieście, którego druga połowa leży w Czechach, chyba nikogo nie powinna dziwić. Nie jest to jednak zupa piwna na styl niemiecki – z boczkiem, cebulką i kwaszoną kapustą, ale coś z zupełnie przeciwnego bieguna – zupa zabielana śmietaną i podawana z twarogiem, może być doprawiona na słodko [według upodobań]

A prostota tego dania aż powala – wystarczy, że zagotujemy piwo, następnie śmietanę dokładnie wymieszamy z mąką i do piwa ją. Gotujemy chwilkę intensywnie mieszając i uważając, żeby nie zważyć śmietany. Zupę doprawiamy do smaku cukrem, solą i pieprzem.
Na talerz wykładamy twaróg pokrojony w drobną kostkę, lub jeśli mamy taką fantazję ułożony w przeróżne fikuśne formy. Zalewamy zupą, możemy oprószyć cynamonem i voila! Gotowe!

Piwna polewka by Mico

Ja przyznam szczerze, że zrobiłem dwa podejścia do tej zupy – na początku próbowałem ją przyprawić na słono, ale wyszło coś średnio dobrego, dopiero później mnie olśniło i mocno doprawiłem całość cukrem, poprawiłem na koniec cynamonem i … to był strzał w 10tke. Zupa piwna zrobiona w taki sposób zdecydowanie mnie przekonuje – nie jest mdła, bo słodycz fajnie równoważy kwaśność śmietany i twarogu, a wszystko to dodatkowo przełamuje charakterystyczna goryczka piwa. Poza tym, pięknie wygląda – kremowa konsystencja, z wysepkami grudkowatego twarogu, poplamiona gdzieniegdzie cynamonem i odrobiną pieprzu rysuje bardzo ładny obraz.
Polecam serdecznie, ale koniecznie na słodko.

Piwna polewka by Mico

Drugim daniem ze śląska Cieszyńskiego, o którym chcę wam dzisiaj opowiedzieć są poleśniki, zwane też poliźnikami. Są to placki drożdżowe pieczone na liściach kapusty, podawane na słodko, polane masłem. Podobno kiedyś w czasie żniw czy dożynek, a na jesień jak się szło na szkubaczki, to gaździny piekły poleśniki i zabierało się je do pracy, zamiast kanapek.

Żeby zrobić jedną porcję poleśników [ok. 6 dużych placków] potrzebujemy:

Pół litra mleka

2 łyżki cukru

2 dag drożdży

35 dag mąki pszennej [najlepiej krupicznej, ale zwykła też się nada]

Jajko

Sól

Liście kapusty świeżej [najlepsze te zewnętrzne]

Masło, cukier waniliowy, słodka śmietana, starty piernik, mleko do namoczenia

Poleśniki by Mico

Z 1/4 litra mleka, łyżki cukru, drożdży i 15 dag mąki pszennej przyrządzamy zaczyn – czyli mieszamy wszystko razem. Odstawiamy w ciepłe miejsce na jakieś 10min. Kiedy zaczyn ruszy [na powierzchni zaczną się pojawiać bąbelki] robimy ciasto, czyli – resztę mąki przesiewamy do miski, dodajemy jajko, resztę mleka i cukru, szczyptę soli, wlewamy podrośnięty zaczyn i wyrabiamy wolne ciasto. Będzie ono miało konsystencję mniej więcej ciasta naleśnikowego – czyli będzie dosyć płynne.

Znów ostawiamy na jakieś 30min. w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość.
Liście kapusty [najlepiej do tego nadają się te zewnętrzne liście – bo są duże i głębokie] płuczemy i osuszamy aż lekko zwiędną. Można też je sparzyć gorącą wodą.

Na takie liście chochelką lub dużą łyżką nakładamy ciasto i delikatnie rozsmarowujemy. Dobrze ułożyć liście na papierze do pieczenia, żeby, w razie gdyby ciasto wypłynęło nie zapaskudziło nam piekarnika.
Wrzucamy do piekarnika rozgrzanego na 180 º C na jakieś 20-25 min.

Gotowe placki wyciągamy z piekarnika, obieramy z liści i podajemy. Można je polewać stopionym masłem, można posypać tartym piernikiem, albo cukrem waniliowym i cynamonem, niektórzy moczą przez chwilę poleśniki w mleku. Słowem, co kto lubi.

Poleśniki by Mico

Smak jest dosyć charakterystyczny – ciasto drożdżowe zrobione w ten sposób kojarzy się trochę z kluskami na parze, ale jako, że pieczone jest na liściu kapusty, więc nosi w sobie jej aromat, co w zestawieniu ze słodkimi przyprawami dodatkowo uatrakcyjnia i pogłębia jego walory. Moim zdaniem najlepiej smakują na ciepło, ale z doświadczenia wiem, że również świetnie się sprawdzają we wszelkich sytuacjach piknikowo – grillowo – imprezowych, nawet już przestygnięte, ale za to polane ciepłym, stopionym masłem.

Poleśniki by Mico

Poleśniki by Mico

To tyle, co chciałem wam dzisiaj opowiedzieć, ale to zaledwie malutka cząstka tego co kryje się w bogactwie Cieszyńskiej kuchni. Polecam wam gorąco cały Śląsk Cieszyński, nie tylko ze względu na jego niesamowite walory widokowo-turystyczne, ale także ze względu na ciekawą kuchnię, która stanowi swego rodzaju tygiel wielokulturowy – od wpływów austrowęgierskich poczynając, przez kuchnię góralską a na śląskiej kończąc.

Dziękuję bardzo Myszy za zaproszenie na bloga, mam nadzieję, że jej u mnie było równie miło jak mi tutaj.

Komentarze: 5
niedziela 23 maj 2010
 

Pozostając nadal w klimatach kuchni Śląska Cieszyńskiego, na dzisiejsze, niedzielne śniadanie proponuję wajecznicę, czyli jajecznicę po cieszyńsku. Podawana z okazji Zielonych Świątków, smażona często na świeżym powietrzu. W materiale Józefa Ondrusza Obrzędy i zwyczaje wydanego w Płyniesz Olzo…. Zarys Kultury Materialnej Ludu Cieszyńskiego czytamy: Z Zielonymi Świętami były związane przede wszystkim zwyczaje pasterskie i smażenie jajecznicy. (…) Po południu, zwłaszcza kiedy dopisała słoneczna pogoda, po wsiach odbywało się smażenie jajecznicy. Krewni albo też sąsiedzi tworzyli grupki i udawali się pod las lub nad rzekę, gdzie z dużych kamieni układali palenisko, na którym smażono jajecznicę. Gospodynie w fartuchach przynosiły po kilka jajek, po sporym kłepetku wędzonej słoniny, duży rondel i wszystko, co do smażenia było potrzebne oraz bochen razowego chleba. Gospodarze przynosili w zanadrzu coś ostrzejszego dla rozweselenia nastroju. Młodzież na tę jajecznicową biesiadę zapraszała również jakiegoś wiejskiego muzykanta, bo była to doskonała okazja do śpiewu i tańca. Usmażoną jajecznicę gospodynie nakładały na kromki razowca i roznosiły obecnym. Po posiłku gwarzono, śpiewano, tańczono i bawiono się aż do późnego wieczora*.

Gęsta, moco ścięta, smażona na słoninie lub boczku, z dużą ilością świeżego szczypiorku. Prosta i smaczna. Idealna na majowe śniadanie u Mico.

Jajecznica

Wajecznica

Czas przygotowania: 10 minut

Porcje: 2-4

Składniki:

200 g wędzonego boczku

6 jajek

pęczek szczypiorku

sól

pieprz

Boczek pokroić w kostkę, zeskwarzyć na patelni. Następnie wlać roztrzepane jajka. Smażyć na średnim ogniu, aż jajecznica mocno się zetnie. Zdjąć z ognia, posypać szczypiorkiem, doprawić solą i pieprzem.

printDrukuj przepis

*źródło: http://www.minrol.gov.pl

Komentarze: 3
niedziela 23 maj 2010
składniki: , ,
 

Pamiętacie, jak jakiś czas temu, dzięki uprzejmości serwisu Listonicmiałam do rozdania zestaw przypraw orientalnych? Dzisiaj możecie dostać bardzo przydatny zestaw do grilla. Idealny na pikniki. Bardzo poręczny, bo zapakowany w wygodną walizkę. Żeby otrzymać jeden z dwóch zestawów, wystarczy, że przygotujecie jeden, dowolny przepisu z mojego blogu. Przepisy możecie modyfikować do woli, dostosowując je do swoich upodobań. Info o przygotowanej potrawie zostawiajcie w komentarzach pod tą notką. Zwycięzców wybiorę zaś w drodze losowania. Na zgłoszenia czekam do 31 maja. Powodzenia!

Komentarze: 5
niedziela 23 maj 2010
 
Silesia City Center on Facebook
 

Knedlik.pl 2006-2010