Jeszcze nie kwitną, ale pierwsze kolorowe pąki już są. 280 odmian róż, 30000 krzewów. Nic więc dziwnego, że chorzowske rosarium to jeden z 35 najpiękniejszych różanych ogrodów świata. Obsadzone krzewami róż kwietniki mają swój niezmienny kształt plastra miodu, a poszczególne jego „komórki” zajmują odmiany róż, głównie z grupy wielokwiatowych.
Rosarium ddgrodzone od pozostałej części chorzowskiego parku to doskonałe miejsce na chwilę relaksu i wiosenny piknik. Są tu bowiem i rozległe łąki, i starannie dobrane gatunki drzew, dające przyjemne zacienienie. Idealne miejsce odpoczynku po długiej rowerowej wycieczce :).
A ponieważ podobno dobre i proste jedzenie w plenerze smakuje najlepiej, przypominam kilka piknikowych przepisów, już niekoniecznie śląskich.
I oczywiście zapraszam do rosarium!
Diś szybki wpis, więc i danie ekspresowe. Nadal pozostaję w klimacie śląskich smaków. Oberiba – zupa z młodej kalarepy, prosta i bardzo, bardzo smaczna. I taka wiosenna. Gorąco polecam.

Oberiba
Porcje: 4
Czas przygotowania: 30 minut
Składniki:
3 młode kalarepki (u mnie bez liści)
2 małe cebule
1,5 l bulionu warzywnego
pęczek koperku
4-5 ziemniaków
4 łyżki śmietany
2 łyżki masła
sól, pieprz
Cebulę i kalarepkę obrać, cebulę pokroić w kostkę, kalarepkę w słupki. Podsmażyć (około 10 minut) na 2 łyżkach masła w garnku, w którym będziemy gotować zupę. Stopniowo dolewać bulion – za każdym raze czekać, aż płyn wyparuje. Kiedy kalarepka będzie prawie miękka, dodać obrane i pokrojone w ćwiartki ziemniaki. Gotować jeszcze kilka minut – do momentu, aż ziemniaki będą miękkie. Doprawić do smaku solą i pieprzem, zabielić śmietaną. Przed podaniem obficie posypać koperkiem.

Dziś mnie tu nie ma. Dziś głos oddaję Mico :), a ja lecę poprzestawiać kilka garnków w kuchni OliveandFlour…
Ha! Nie będzie dzisiaj Klapsiary – zamiast tego będę ja, czyli mico. Mysza poszła urzędować do mnie na oliveandflour, więc ja się rozgoszczę na chwilę u niej. Nawet całkiem tu miło, nie powiem…A, no tak, ale przecież ja tu nie po to, żeby się rozsiadać wygodnie, tylko po to, żeby wam opowiedzieć o dwóch daniach kuchni cieszyńskiej. Więc zaczynamy.
Piwna polewka. Czyli zupa z piwa z twarogiem. Żeby ją przyrządzić potrzebujemy:
0,5 l. piwa
Ok. 120 ml. śmietany 12%
1,5 łyżki mąki pszennej
10 dag twarogu
Cukier
Sól, pieprz
Ew. szczypta cynamonu

Zupa piwna w mieście, którego druga połowa leży w Czechach, chyba nikogo nie powinna dziwić. Nie jest to jednak zupa piwna na styl niemiecki – z boczkiem, cebulką i kwaszoną kapustą, ale coś z zupełnie przeciwnego bieguna – zupa zabielana śmietaną i podawana z twarogiem, może być doprawiona na słodko [według upodobań]
A prostota tego dania aż powala – wystarczy, że zagotujemy piwo, następnie śmietanę dokładnie wymieszamy z mąką i do piwa ją. Gotujemy chwilkę intensywnie mieszając i uważając, żeby nie zważyć śmietany. Zupę doprawiamy do smaku cukrem, solą i pieprzem.
Na talerz wykładamy twaróg pokrojony w drobną kostkę, lub jeśli mamy taką fantazję ułożony w przeróżne fikuśne formy. Zalewamy zupą, możemy oprószyć cynamonem i voila! Gotowe!

Ja przyznam szczerze, że zrobiłem dwa podejścia do tej zupy – na początku próbowałem ją przyprawić na słono, ale wyszło coś średnio dobrego, dopiero później mnie olśniło i mocno doprawiłem całość cukrem, poprawiłem na koniec cynamonem i … to był strzał w 10tke. Zupa piwna zrobiona w taki sposób zdecydowanie mnie przekonuje – nie jest mdła, bo słodycz fajnie równoważy kwaśność śmietany i twarogu, a wszystko to dodatkowo przełamuje charakterystyczna goryczka piwa. Poza tym, pięknie wygląda – kremowa konsystencja, z wysepkami grudkowatego twarogu, poplamiona gdzieniegdzie cynamonem i odrobiną pieprzu rysuje bardzo ładny obraz.
Polecam serdecznie, ale koniecznie na słodko.

Drugim daniem ze śląska Cieszyńskiego, o którym chcę wam dzisiaj opowiedzieć są poleśniki, zwane też poliźnikami. Są to placki drożdżowe pieczone na liściach kapusty, podawane na słodko, polane masłem. Podobno kiedyś w czasie żniw czy dożynek, a na jesień jak się szło na szkubaczki, to gaździny piekły poleśniki i zabierało się je do pracy, zamiast kanapek.
Żeby zrobić jedną porcję poleśników [ok. 6 dużych placków] potrzebujemy:
Pół litra mleka
2 łyżki cukru
2 dag drożdży
35 dag mąki pszennej [najlepiej krupicznej, ale zwykła też się nada]
Jajko
Sól
Liście kapusty świeżej [najlepsze te zewnętrzne]
Masło, cukier waniliowy, słodka śmietana, starty piernik, mleko do namoczenia

Z 1/4 litra mleka, łyżki cukru, drożdży i 15 dag mąki pszennej przyrządzamy zaczyn – czyli mieszamy wszystko razem. Odstawiamy w ciepłe miejsce na jakieś 10min. Kiedy zaczyn ruszy [na powierzchni zaczną się pojawiać bąbelki] robimy ciasto, czyli – resztę mąki przesiewamy do miski, dodajemy jajko, resztę mleka i cukru, szczyptę soli, wlewamy podrośnięty zaczyn i wyrabiamy wolne ciasto. Będzie ono miało konsystencję mniej więcej ciasta naleśnikowego – czyli będzie dosyć płynne.
Znów ostawiamy na jakieś 30min. w ciepłe miejsce, aż ciasto podwoi swoją objętość.
Liście kapusty [najlepiej do tego nadają się te zewnętrzne liście – bo są duże i głębokie] płuczemy i osuszamy aż lekko zwiędną. Można też je sparzyć gorącą wodą.
Na takie liście chochelką lub dużą łyżką nakładamy ciasto i delikatnie rozsmarowujemy. Dobrze ułożyć liście na papierze do pieczenia, żeby, w razie gdyby ciasto wypłynęło nie zapaskudziło nam piekarnika.
Wrzucamy do piekarnika rozgrzanego na 180 º C na jakieś 20-25 min.
Gotowe placki wyciągamy z piekarnika, obieramy z liści i podajemy. Można je polewać stopionym masłem, można posypać tartym piernikiem, albo cukrem waniliowym i cynamonem, niektórzy moczą przez chwilę poleśniki w mleku. Słowem, co kto lubi.

Smak jest dosyć charakterystyczny – ciasto drożdżowe zrobione w ten sposób kojarzy się trochę z kluskami na parze, ale jako, że pieczone jest na liściu kapusty, więc nosi w sobie jej aromat, co w zestawieniu ze słodkimi przyprawami dodatkowo uatrakcyjnia i pogłębia jego walory. Moim zdaniem najlepiej smakują na ciepło, ale z doświadczenia wiem, że również świetnie się sprawdzają we wszelkich sytuacjach piknikowo – grillowo – imprezowych, nawet już przestygnięte, ale za to polane ciepłym, stopionym masłem.


To tyle, co chciałem wam dzisiaj opowiedzieć, ale to zaledwie malutka cząstka tego co kryje się w bogactwie Cieszyńskiej kuchni. Polecam wam gorąco cały Śląsk Cieszyński, nie tylko ze względu na jego niesamowite walory widokowo-turystyczne, ale także ze względu na ciekawą kuchnię, która stanowi swego rodzaju tygiel wielokulturowy – od wpływów austrowęgierskich poczynając, przez kuchnię góralską a na śląskiej kończąc.
Dziękuję bardzo Myszy za zaproszenie na bloga, mam nadzieję, że jej u mnie było równie miło jak mi tutaj.
Pozostając nadal w klimatach kuchni Śląska Cieszyńskiego, na dzisiejsze, niedzielne śniadanie proponuję wajecznicę, czyli jajecznicę po cieszyńsku. Podawana z okazji Zielonych Świątków, smażona często na świeżym powietrzu. W materiale Józefa Ondrusza Obrzędy i zwyczaje wydanego w Płyniesz Olzo…. Zarys Kultury Materialnej Ludu Cieszyńskiego czytamy: Z Zielonymi Świętami były związane przede wszystkim zwyczaje pasterskie i smażenie jajecznicy. (…) Po południu, zwłaszcza kiedy dopisała słoneczna pogoda, po wsiach odbywało się smażenie jajecznicy. Krewni albo też sąsiedzi tworzyli grupki i udawali się pod las lub nad rzekę, gdzie z dużych kamieni układali palenisko, na którym smażono jajecznicę. Gospodynie w fartuchach przynosiły po kilka jajek, po sporym kłepetku wędzonej słoniny, duży rondel i wszystko, co do smażenia było potrzebne oraz bochen razowego chleba. Gospodarze przynosili w zanadrzu coś ostrzejszego dla rozweselenia nastroju. Młodzież na tę jajecznicową biesiadę zapraszała również jakiegoś wiejskiego muzykanta, bo była to doskonała okazja do śpiewu i tańca. Usmażoną jajecznicę gospodynie nakładały na kromki razowca i roznosiły obecnym. Po posiłku gwarzono, śpiewano, tańczono i bawiono się aż do późnego wieczora*.
Gęsta, moco ścięta, smażona na słoninie lub boczku, z dużą ilością świeżego szczypiorku. Prosta i smaczna. Idealna na majowe śniadanie u Mico.

Wajecznica
Czas przygotowania: 10 minut
Porcje: 2-4
Składniki:
200 g wędzonego boczku
6 jajek
pęczek szczypiorku
sól
pieprz
Boczek pokroić w kostkę, zeskwarzyć na patelni. Następnie wlać roztrzepane jajka. Smażyć na średnim ogniu, aż jajecznica mocno się zetnie. Zdjąć z ognia, posypać szczypiorkiem, doprawić solą i pieprzem.
*źródło: http://www.minrol.gov.pl
Pamiętacie, jak jakiś czas temu, dzięki uprzejmości serwisu Listonicmiałam do rozdania zestaw przypraw orientalnych? Dzisiaj możecie dostać bardzo przydatny zestaw do grilla. Idealny na pikniki. Bardzo poręczny, bo zapakowany w wygodną walizkę. Żeby otrzymać jeden z dwóch zestawów, wystarczy, że przygotujecie jeden, dowolny przepisu z mojego blogu. Przepisy możecie modyfikować do woli, dostosowując je do swoich upodobań. Info o przygotowanej potrawie zostawiajcie w komentarzach pod tą notką. Zwycięzców wybiorę zaś w drodze losowania. Na zgłoszenia czekam do 31 maja. Powodzenia!
Knedlik.pl 2006-2010