Przydałyby mi się wakacje, również te blogowe. Mam tyle nowych pomysłów do zrealizowania, ale na to potrzeba energii. Ostatnie tygodnie były tak intensywne, że sama się sobie dziwię, że ze wszystkim zdążyłam! Udało mi się nawet nie opuścić kolejnego wyzwania Daring Bakers, chociaż wszystko wskazywało na to, że właśnie tak będzie. Szczególnie, że nie wykazywałam jakiegoś wielkiego entuzjazmu, jeśli chodzi o sam przepis. Nie miałam ochoty na deser na bazie migdałów, ale ponieważ to jedna z najpopularniejszych tart w Wielkiej Brytanii, z samej ciekawości spróbowałam. Efekt? Bardzo zadowalający, chociaż tarta była jak dla mnie zdecydowanie za słodka. Następnym razem zredukuję ilość cukru. Co do reszty nie mogę się przyczepić. Smaczna i szybka do przygotowania. Dodatkowo można poeksperymentować z nadzieniem. Ja użyłam konfitury malinowej, ale myślę, że całość dobrze smakowałaby z kwaśną nutą.
Czerwcowym wyzwaniem opiekowały się Jasmine z blogu Cardamon Addict i Annemarie z Ambrosia and Nectar.
(The June Daring Bakers’ challenge was hosted by Jasmine of Confessions of a Cardamom Addict and Annemarie of Ambrosia and Nectar. They chose a Traditional (UK) Bakewell Tart… er… pudding that was inspired by a rich baking history dating back to the 1800′s in England.)
Porcje: 6-8
Czas przygotowania: 1 godzina
Składniki:
Sweet shortcrust pastry:
Nadzienie:
Frangipane:
Dodatkowo:
Sposób przygotowania:
Ze składników na spód tarty (shortcrust pastry) zagnieść gładkie ciasto – jeśli używamy mrożonego masła, można zetrzeć je na tarce. Włożyć do lodówki na 30 minut. Po tym czasie rozwałkować ciasto i wylepić nim formę na tartę. Najlepiej nadaje się tutaj forma z wyjmowanym dnem. Następnie rozsmarować konfiturę. Przygotować frangipane. Masło utrzeć z cukrem pudrem, następnie dodać jajka i ekstrakt migdałowy. Na końcu wsypać mąką wymieszaną z mielonymi migdałami. Wszystko starannie wymieszać i wylać na rozsmarowaną konfiturę.
Tartę piec w nagrzanym do 200 stopni piekarniku przez około 30 minut. Wierzch powinien być ścięty, lekko przyrumieniony, ale nie spalony.
Inne wyzwania Daring Bakers:
kwiecień 2009 – Sernik na ciasteczkowym spodzie
marzec 2009 – Lasagne z Emilia Romagna
luty 2009 – Chocolate Valentino
styczeń 2009 – Tuiles
listopad 2008 – Muffiny karmelowe
październik 2008 – Pizza w stylu chińskim i pizza z łososiem
wrzesień 2008 – Lavash Crackers
sierpień 2008 – Eklery
lipiec 2008 – Filbert Gateau
czerwiec 2008 – Danish Bread
Co prawda pogoda za oknem nie nastraja do smakowania lodowych deserów, ale przynajmniej tak mogę zwizualizować sobie odrobinę lata :). Charlotta intensywnie owocowa, słodka, z mocno kwaśnym akcentem. Tego było mi trzeba. Cudowny „poprawiacz” nastroju.
Czas przygotowania: 10 minut + czas mrożenia
Porcje: 12
Składniki:
Sposób przygotowania:
Formę do muffinek wyłożyć folią spożywczą, dno i ścianki wyłożyć biszkoptam namoczonymi w wodzie wymieszanej z sokiem lub nalewką (jeden biszkopt na dno i 4 na ścianki). Porzeczki zmiksować razem ze śmietaną i cukrem pudrem, nałożyć do foremek. Całość wstawić do zamrażalnika na minimum 4 godziny. Przed podaniem deser wyjąć z zamrażalnika i pozostawić do odtajenia na 10-15 minut. Podawać z bitą śmietaną.
Chociaż Daring Cooks miało swoją premierę już w maju, to dopiero w tym miesiącu udało mi się wziąć udział w wyzwaniu. Tym razem zadaniem było przygotowanie pierożków w stylu chińskim. Muszę przyznać, że pierożki bardzo przypadły mi do gustu, szczególnie przez dwa rodzaje farszu – wegetariański i mięsny, których do tej pory nigdy jeszcze nie próbowałam, a wiedziałam, że muszą dobrze smakować. Na liście składników nie mogło zabraknąć kapusty, pora, imbiru. Zresztą zobaczcie sami. Gwarantuję, że taki zestaw będzie wam smakować.
Pierożki przygotowałam w dwóch kształtach. Jeden rodzaj ugotowałam na parze, drugi wrzuciłam na chwilę do rozgrzanego oleju. Pierwszy z pewnością jest zdrowszy i bardziej dietetyczny, ale drugi za to smakuje wspaniale.
I skoro już o diecie mowa, to na chwilę obecną kończy się już moja przygoda przygotowań do lata z ujędrniającą linią dove. Muszę przyznać, że nie sądziłam, że kampania ta okaże się tak fajną sprawą. Zadbałam o siebie, zaczęłam regularnie chodzić na zajęcia fitness (na co nie mogłam zdecydować się przez długi czas, a akcja idealnie mnie do tego zmobilizowała), przyjrzałam się bliżej swojemu codziennemu menu, wprowadzając przy okazji kilka zdrowych zmian. Po sześciu tygodniach czuję się dużo lepiej. Waga nieco spadła, mięśnie są już fajnie widoczne :), moja skóra wyraźnie odżyła po intensywnych zabiegach kosmetycznych. Czy efekty uda mi się utrzymać dłużej? Mam taką nadzieję i bardzo będę się starać :). Z zajęć w Gymnasionie nie zamierzam rezygnować, zakup kolejnego opakowania serum ujędrniającego do ciała również planuję, bo choć zazwyczaj sceptycznie podchodzę do tego typu produktów, to naprawdę widzę efekty. Zarówno serum do dekoltu, jak i drugie do brzucha, ud i pośladków udało mi się nawet zrecenzować, tak więc moje opinie poszły w świat ;). Ogólnie jestem bardzo zadowolona, bo kampania przyniosła mi dużą satysfakcję. :)
Czas przygotowania: 1,5 godziny
Składniki:
Ciasto:
Farsz mięsny:
Farsz wegetariański:
Sposób przygotowania:
Przygotować farsz mięsny. Mięso podsmażyć na patelni. Kiedy będzie prawie miękkie dodać posiekany czosnek i imbir Następnie dodać sos sojowy i przyprawę do dań chińskich, wymieszać do połączenia. Pod koniec dodać posiekaną kapustę, pokrojone grzybki mun (namoczone w gorącej wodzie) i przygotowany według przepisu na opakowaniu makaron ryżowy. Wszystko starannie wymieszać i podsmażać razem jeszcze 5-8 minut. W razie potrzeby doprawić solą i pieprzem.
Aby przyrządzić farsz wegetariański, pokroić wszystkie warzywa na paseczki, grzybki mun namoczyć w gorącej wodzie i również pokroić, imbir zetrzeć na tarce. Wszystko razem dusić w woku z odrobiną wody. Kiedy będą prawie miękkie dodać sos sojowy, przyprawę do potraw chińskich. Na koniec dodać nori i przygotowany według przepisu na opakowaniu ryż do sushi, wszystko podsmażać razem jeszcze kilka minut. W razie potrzeby doprawić solą i pieprzem.
Z wody i mąki zagnieść ciasto na pierogi – powinno być elestyczne i dosyć wilgotne. Rozwałkować niezbyt cienko, wykrawać kółka, nakładać farsz i zlepiać pierogi. Gotowe gotować na parze przez 10 minut. Jeśli chcemy podsmażyć pierogi na patelni lub wrzucić je do gorącego oleju, wystarczy 5 minut.
Bardzo lubię makarony, jeszcze bardziej gorgonzollę, dlatego też zalecenia dietetyka co do wyeliminowania ich z mojej diety okazały się niemożliwe do spełnienia. O ile jeszcze klasyczne penne mogę zastąpić makaronem pełnoziarnistym, to bez pozostałych składników zapiekanka nie może się udać. Tak więc pozostałam jedynie przy małej porcji :), żeby nie było, że już w zupełności porzuciłam zasady zdrowego i zbilansowanego odżywiania ;). Do kilku nadal się stosuję – pełnoziarniste pieczywo na śniadanie, odtłuszczone mleko, kawa bez cukru, stałe pory posiłków… I tak już chyba pozostanie. Większych zawirowań żywieniowych nie przewiduję :). A zapiekankę warto przygotować. Gorgonzolla w połączeniu z łososiem smakuje wprost wybornie!
Źródło przepisu: „Kuchnia” luty 2009
Porcje: 4-6
Składniki:
Sposób przygotowania:
Cebulę obrać i drobno posiekać, a następnie podsmażyć na oliwie. Dodać gałkę, śmietanę oraz skórkę z cytryny. Całość doprowadzić do wrzenia, po czy zmniejszyć ogień i dodać gorgonzollę. Kiedy ser lekko się rozpuści, zdjąć rondelek z ognia, wrzucić kawałki łososia, przekrojone na pół pomidorki, bazylię. Wszystko wymieszać i połączyć z ugotowanym al dente makaronem. Włożyć do żaroodpornego naczynia, posypać startym parmezanem i zapiekać 20 minut.
Mam dzisiaj ciężki dzień i to w dosłownym tego słowa znaczeniu ;). Na porannych zajęciach fitness najpierw ciężko było mi wdrapać się na step, czułam się, jakby do nóg ktoś poprzywiązywał mi kilkukilogramowe ciężarki, potem strzeliło mi coś w boku i przez kilka dobrych minut pokracznie próbowałam wykonać chociaż naprostsze ćwiczenie. Dobrze, że zostałam jeszcze na stretchingu, to godzina ćwiczeń rozciągających postawiła mnie na nogi. Jak wróciłam do domu musiałam doenergetyzować się porcją solidnych kalorii. Tym razem nie w truskawkowym kolorze, a dla odmiany w brzoskwiniowym. Nie wiem czy to tylko moje wrażenie, ale nie znam dużej ilości przepisów z wykorzystaniem brzoskwiń w słodkich wypiekach. Szukałam dobrego placka, aż w końcu zdecydowałam się na tartę. I to był naprawdę dobry wybór. Tarta jest niezwykle krucha, z solidną porcją owoców. Idealna na lato.
Porcje: 6-8
Czas przygotowania: 1 godzina
Składniki:
Sposób przygotowania:
Mąkę i sól przesiać na chłodny blat, po środku zrobić wgłębienie, do którego wrzucić masło, żółtka, wodę i cukier. Szybko zagnieść ciasto. Kiedy powstanie gładka kula, obwinąć ciasto folią i włożyć na lodówki na 30 minut.
W międzyczasie umyć brzoskwinie, przekroić na pół i wyjąć pestki. Następnie pokroić brzoskwinie na cieniutkie plasterki, polać sokiem z cytryny, odstawić.
Foremkę na tartę (najlepiej z wyjmowanym dnem) wylepić ciastem, ponakłuwać widelcem, piec 30 minut w piekarniku nagrzanym do 190 stopni C. Po upieczeniu ostudzić. Następnie na wierzchu poukładać plasterki brzoskwiń, i poglazurować glazurą przyrządzoną według przepisu na opakowaniu.
Knedlik.pl 2006-2010